Skip to main content

ODZIEŻ PIT BULL WEST COAST I PAKIETY TRENINGÓW JUŻ NA SWD SHOP!SPRAWDŹ

UFC 235, czyli kilka powodów,
dla których warto zarwać noc!

Autor: Kamil Zawarski
Wszystkie posty autora

UFC 235 zapowiada się na jedną z najlepszych kart tego roku. Oczywiście oczekiwania i rzeczywistość, jak każdy doskonale wie, lubią się od siebie różnić. Widzieliśmy już wiele pojedynków, które na papierze zapowiadały się rewelacyjnie, a okazywały się rozczarowaniem. Głośny przykład z ubiegłego roku to chociażby walka Ngannou vs Lewis. Liczę jednak, że dzisiaj się to nie powtórzy. Karta jest tak "dopakowana", że nawet jeśli jedna czy dwie walki nie wypalą, to kombinacja pozostałych zagwarantuje nam niezapomniany wieczór, a w zasadzie - z punktu widzenia polskiego fana - niezapomnianą noc. Prześledźmy zatem na co i na kogo warto zwrócić szczególną uwagę.

Dwie walki o pas

Pomijając wszelkie kontrowersje wokół osoby Jona Jonesa, to obecność „Bonesa” w klatce zawsze jest wielkim sportowym wydarzeniem. Połączenie wyjątkowych warunków fizycznych i motorycznych z ogromnymi umiejętnościami technicznymi, dopracowaną w najmniejszych detalach taktyką i psychiką, która jest w stanie z zimną krwią tę taktykę realizować – brzmi jak zawodnik nie do pokonania i rzeczywiście trudno wyobrazić sobie jak mógłby to zrobić Anthony Smith. Pozostaje mu agresja i próba rozpętania w klatce chaosu, w którego opanowywaniu jednak Jones doktoryzuje się od lat. W stójce jakaś szansa jeszcze się być może tli, jeśli natomiast ciało Smitha dotknie maty więcej niż trzema punktami podparcia, to – mając w głowie poziom ground and pound Jonesa - zostanie tam już do końca życia lub trochę krócej, jeśli sędzia zdecyduje się to przerwać.

Drugi z mistrzowskich pojedynków wydaje się być większą zagadką. Seria zwycięstw Kamaru Usmana i jego dyspozycja w ostatniej walce z Rafaelem Dos Anjosem musi budzić szacunek. Z zapaśniczą presją jaką wywiera na rywalach w oktagonie nie poradził sobie jeszcze nikt, a ostatnio dorzuca do niej także coraz solidniejszy boks. Jeśli natomiast szukać stylu, który mógłby sprawić Tyronowi Woodleyowi problemy, to jest to już chyba tylko lepsza wersja jego samego – ktoś z równie dobrymi zapasami, boksem i lepszą kondycją. Ktoś, kto będzie w stanie zmusić go do ciągłej pracy i nie pozwoli walczyć w energooszczędny i wykalkulowany sposób, a w konsekwencji odbierze jego największe atuty i ostatecznie zamęczy. O ile w starciu z Woodleyem w wersji 2014 prawdopodobnie postawiłbym na to, że Usmanowi uda się tę taktykę zrealizować, to dzisiaj stawiam na "Wybrańca", który jako panujący mistrz wagi półśredniej bardzo mocno się rozwinął. To teraz być może najbardziej niedoceniany z championów. Podkręcana z walki na walkę stójka z wisienką na torcie w postaci pojedynczego, nokautującego ciosu (którego nie ma Kamaru), jedne z najlepszych zapasów w całym UFC i niezwykła konsekwencja w realizacji taktyki. Woodley w zasadzie nie ma dziś słabych punktów, a do tego walczy bardzo inteligentnie. Nie sądzę, by „Nigeryjski koszmar” był w stanie umęczyć mistrza, a jeśli walka pozostanie w stójce, to trochę poprawiony boks Usmana nie wystarczy na dużo sprawniejszego i groźniejszego uderzacza jakim jest Woodley. Mimo wszystko walka zapowiada się rewelacyjnie i jestem ciekaw jak obaj Panowie podejdą do niej od strony taktyki.

 

Foto: Esther Lin, MMA Fighting

Pozostałe walki karty głównej

Zwiększamy tempo, bo za nami dopiero dwa pojedynki, a dobrych walk do omówienie jeszcze wiele. Między innymi klasyczny zestawienie stójkowicza z zapaśnikiem... Ale jakiego stójkowicza z jakim zapaśnikiem! Zapasy Bena Askrena to poezja. Technika, kontrola – można to oglądać godzinami. Problem w tym, że jego MMA na zapasach się kończy. Lubię Askrena. Uważam, że jest niezwykle barwną postacią i cennym uzupełnieniem dla UFC. Nie wiem natomiast czy same zapasy wystarczą na tak dobrą zapaśniczą defensywę jaką dysponuje Robbie Lawler. A jeśli nie wystarczą, cóż, wtedy to będzie gra do jednej bramki. Nie zamierzam jednak w tym pojedynku na nikogo stawiać. Chcę usiąść i cieszyć się tą walką. Uśmiecham się na samą myśl o niej, a to chyba dobrze.

Trzy dania główne mamy omówione. Co ciekawego czeka nas przed nimi? Bardzo mnie interesuje jak na tle tak solidnej i wysoko klasyfikowanej zawodniczki jak Tecia Torres zaprezentuje się zdolna Chinka Weili Zhang. Będzie to dla niej zdecydowanie najtrudniejszy test w karierze. I chociaż uważam, że doświadczenie w walkach z topowymi zawodniczkami będzie dużym atutem Torres, to po cichu będę kibicował sympatycznej Chince. Jest ona w tym momencie najlepszym co chińskie MMA ma do zaproponowania. Jeśli wygra, to zrobi się o niej naprawdę głośno.

Nie mogę sobie wyobrazić innego przebiegu walki Pedro Munhoz z Codym Garbrandem niż totalna stójkowa wojna. Miałem teraz napisać, że to mój kandydat do walki wieczoru, ale zerknąłem na kolejne zestawienie i jednak mam wątpliwości. Tak czy inaczej pojedynek zapowiada się kapitalnie. Szybkość, duża siła ciosów jak na tę wagę i fakt, że obaj panowie lubią również sami sporo przyjąć – liczę na fajerwerki. Pytanie kto wstanie z maty o jeden raz więcej?

Foto: Esther Lin, MMA Fighting

To jeszcze nie koniec

Co może przebić rzeź, którą urządzą sobie w klatce Munhoz z Garbrandtem? Walka Zabita Magomedsharipova z Jeremym Stephensem. Nie pokuszę się o typowanie tego pojedynku. Stephens jest prawdopodobnie w stanie znokautować każdego w tej dywizji, a Zabit, cóż, jeśli jeszcze nie znacie Zabita, to musicie nadrobić przynajmniej kilka jego walk. Ogromny talent, świetne warunki fizyczne, wszechstronność, ultra-widowiskowy styl – wszyscy wiedzą, że to materiał na czołowego piórkowego, może nawet na mistrza, ale czy jest już gotowy na rywali z okolicy pierwszej piątki? Przeskok między jego poprzednimi rywalami w UFC, a Stephensem to przynajmniej dwie klasy. O walkach Zabita z czołówką kategorii mówiło się już od dawna i nareszcie będziemy mogli przekonać się, jak prezentuje się na tle aktualnego nr 6. Spektakularnych akcji z obu stron na pewno nie zabraknie. 

Kto jeszcze tego wieczoru pojawi się w akcji? Johny Walker. Sposób w jaki znokautował, a w zasadzie "zamordował" swoich dwóch pierwszych rywali w UFC sprawił, że momentalnie zrobiło się wokół niego wielkie zamieszanie. Rozpędzony Brazylijczyk korzysta z okazji i wskakuje na numerowaną kartę, by zmierzyć się z Mishą Cirkunovem. Jeśli ktoś ma sprawdzić, czy Walker już teraz może namieszać w czubie dywizji, to właśnie Cirkunov. Nikt bowiem jeszcze nie przetestował (nie był w stanie) na poziomie UFC jego zapasów i parteru, a jest to chyba jedyna rozsądna taktyka dla Cirkunova, który w tych aspektach należy do czołowych zawodników wagi półciężkiej.

Nie zapomnijmy też o legendarnym Diego Sanchezie i jego walce z Mickym Gallem, czy chociażby pojedynku Alejandro Peraza z Codym Stamannem. W zasadzie cała karta zapowiada się wyśmienicie. Nie ma wyjścia – trzeba znów zarwać nockę. Na szczęście jutro niedziela. Bawcie się dobrze!